ZASADY... po co komu one? Znam co najmniej kilka powodów, dla których człowiek ich nie potrzebuję. Zresztą, jak ktoś poza mną, może wiedzieć co dla mnie będzie najlepsze, skoro ja wiem to lepiej? No, HELLO!
- Synowi nie wolno podawać mleka i jego przetworów oprócz skibki chleba z masłem na śniadanie, czekolady i kremów, żadnych barwników i produktów zawierających, przypraw - poza solą, pieprzem i majerankiem - zapisała Pani?
- Zapisałam - odpowiedziałam, patrząc z niedowierzaniem na panią alergolog i wesołą minę mojego 4-latka.
- Synowi w testach no wyszła niewielka nietolerancja białka i roztocza. Może kiedyś z tego wyrośnie. Póki co proszę stosować dietę. Ma pani pytania?
- Nie.
Gdy wyszliśmy zaczęłam je mieć. Ale, że jak? To niby wynik na granicy normy, 3 lata mógł jeść wszystko i nagle BAM - koniec? C'mon coś tu nie gra. A jako, że drugorodny, ma brata starszego, to i poczucie zasad było u nas traktowane różnie. No bo, dlaczego "ON może, a JA nie mogę, mamoo?" Fakt ograniczyliśmy czekoladę obu, no ale żeby do zera? Że pizza bez sera? W głowie nam się to nie mieściło, tym bardziej, że jednak głęboko (choć nie aż tak żebym nie była tego świadoma), tkwiła we mnie myśl - ONA się pomyliła, MOJEMU dziecku nic nie jest, ALERGIE to ściema. Miałam w końcu twarde dowody:
1. 35 lat życia własnego - 0 alergii
2. Brat - 0 alergii
3. 3 lata życia dotychczasowego - 0 alergii
ERGO - diagnoza musi być błędna, ja wiem lepiej, w końcu zajmuję się nim od urodzenia, znam go lepiej niż PANI DOKTOR, a w ogóle to co obcy człowiek będzie mi mówił co mam, albo czego nie mam dzieciakowi podawać?
Tak minął rok.
Obserwowaliśmy uważnie wszelkie zmiany skórne (tak to się u nas objawiało), ale gdy ostatnio zaniepokoił nas jeden wynik badań i okazało się, że parametr ten może mieć związek z alergią na białko krowie - przestraszyłam się. Wtedy też bardziej przytuliliśmy się do zasad. Wszelkie "kupne" słodycze ograniczamy do minimum, i dzielimy na czworo. Tak - pizza z serem kozim smakuje wyśmienicie. Godziny tłumaczeń, wyjaśnień, próśb. Efekt - jest lepiej. Co się zmieniło? Sama musiałam uwierzyć, komuś na słowo. Uwierzyć, że ktoś INNY daje mi na tacy te zasady nie po to żeby utrudnić mojej rodzinie życie, ale żeby ją OCHRONIĆ przed moją niewiedzą. Musiałam przejść przez granicę zaufania o którą równie często proszę jako specjalista ds. BHP...
Łatwo jest określać zasady dla innych - zrób to, nie rób tego. Trudniej zmienić nam nasze nastawienie do zasad oraz działania nawykowe.
Podobną "niechęć" obserwuję wobec zasad BHP... Wielokrotnie słyszałam stwierdzenia:
"A co mi tu Pani będzie mówiła jak ja mam robić? Ja tak robię od 25 lat! Wie pani co Pani robiła, jak ja żem to robił? W piaskownicy Pani się bawiła."
No i to jest argument- zawsze tak było! Ja też zawsze jadłam czekoladę, (o zgrozo) sery i nic mi nie było. Ludzie wieki jeździli na oklep, a mimo to obecnie konie lubią mieć pod maską...
Skąd zatem ten opór. Z niewiary, że ktoś może wiedzieć lepiej od nas co będzie dla nas (lub naszych bliskich) rozwiązaniem lepszym? Z braku pełnej wiedzy o zagrożeniach, jakie możemy na siebie sprowadzić nie przestrzegając zasad.
Jak by wyglądał Świat bez zasad? Jak wyglądałoby życie w strefie wolnej od BHP? ;) Anarchia czy totalitaryzm? Pełen luz czy pełna kontrola? Czerń czy biel?
Nie wydaje mi się, by słuszną drogą jest podążać ścieżką ZABROŃMY wszystkim wszystkiego na wszelki wielki. Dlaczego? Ponieważ to generuje opór, zresztą, eliminujemy wówczas również dwie rzeczy:
- rozwój - trudno o niego, gdy każdy krok jest jasno określony - wróć - zakazany i najczęściej nie można określić nawet osoby która mogłaby cokolwiek zmienić (decydenta?)
- myślenie - skoro ktoś za mnie pomyślał, ja już nie muszę; strategia która niekiedy się sprawdza, gorzej gdy zdarza się rzecz niespodziewana której w zasadach zakazowych nie przewidziano...
Strategia NO RULES - JUST FUN przecież ludzie są odpowiedzialni, też nie do końca może się sprawdzić. Dlaczego? Ponieważ każdy z nas ma nieco inne doświadczenia i (przynajmniej w odniesieniu do bezpieczeństwa) będzie odnosił swoje poczucie zagrożenia właśnie do niego. Trochę na zasadzie "czego Jaś się nie nauczy, tego Jan nie będzie umiał". Jeżeli przeżyłeś dachowanie samochodu i pasy bezpieczeństwa uratowały Ci życie, to będziesz je zapinał z innego powodu niż osoba, która je zapina choć takich doświadczeń w swoim życiu nie ma. W czasach gdy pasy nie były obowiązkowe ilu znaliście ludzi którzy je zapinali? W czasach, gdy za ich brak można dostać mandat ilu znasz ludzi, którzy nie zapinają lub zapinają pasy źle, w końcu tak uwierają?
Często nie stosujemy zasad (i alergia syna mi to uzmysłowiła),bo:
- NIKT NAM NIE WYJAŚNIŁ SKUTKÓW - ja ich nie znałam, długofalowych skutków niestosowania restrykcyjnej diety, poza delikatną wysypką na nadgarstkach - teraz je znam i znacznie łatwiej mi je przestrzegać, mimo że skutki te są ukryte w brzuszku. W BHP jest podobnie - gdy znamy możliwe skutki jakie nas czekają, jeżeli nie zastosujemy określonej zasady, to łatwiej jest nam je zrozumieć
- NIE JESTEŚMY W STANIE ICH SPROSTAĆ - Jeżeli powiemy sobie od dzisiaj nie możesz jeść czekolady, choć codziennie na to sobie pozwalałam, to prawdopodobnie na mówieniu się skończy. Czasem chcemy "zjeść zbyt duży kawałek tortu na raz". Łatwiej iść do przodu małymi krokami, ale ciągle do przodu. Jeżeli 20 lat stanowisko pracy było zorganizowane w określony sposób, nie oczekuj że z dnia na dzień wszystko się zmieni, a wzrost zgodności z przepisami BHP wyniesie 200%. Step-by-step.
- NIE "DOSTALIŚMY" NIC W ZAMIAN - stare nawyki można zastąpić jedynie nowymi. Tak to już jest z naszym mózgiem, że "skubany" nie idzie na kompromisy w tej materii. Jeżeli chcę jeść pizzę w domu, musiałam znaleźć alternatywę dla sera krowiego. Jeżeli chcesz, żeby pracownicy zaczęli stosować rękawice antyprzecięciowe do prac manualnych (bo ciągle się tną), nie wystarczy powiedzieć MUSICIE PRACOWAĆ W RĘKAWICACH X, to co należy zrobić to pokazać, że w rękawicach X da się pracować.
- NIE JESTEŚMY GOTOWI NA ZMIANĘ i NIE WIERZYMY W DOBRE INTENCJE - traktujemy "innych" jak; pamiętam gdy pojawił się pierworodny, dostawałam tak wiele dobrych rad, że bliska byłam zakupu bodziaka "Moja mama nie potrzebuje Twoich rad"... w gruncie rzeczy jednak problemem jest brak gotowości na przyjęcie czyjejś innej opinii. A przecież, fakt że ktoś ma inną opinię od nas nie sprawia, że staje się kimś gorszym. Ale czasem ktoś inny posiada wiedzę (patrz punkt 1.) i chce nas ochronić. Tworząc instrukcje BHP czy oceny ryzyka zawodowego robię to samo - przekazuję informację, których celem nie jest utrudnienie pracy lecz ochrona zdrowia, a czasem życia. Jeżeli przed wejściem na wysokość należy założyć uprząż chroniącą przed upadkiem, to mimo że jej założenie potrwa kilka minut, jej brak skutkować może utratą zdrowia lub życia w znacznie dłuższym okresie...
Niezależnie jednak od wszystkiego, historia pokazuje, że zasady odgrywają istotną rolę. Warto znaleźć dla nich miejsce. Warto się w nie słuchać. Warto je zastosować. Bo czasem może się okazać, że ich złamanie kosztować może nas znacznie więcej, niż kawałek słodkiej czekolady...
Ż.
Zdjęcie: pexels.com

Brak komentarzy: